Strona główna
  Życiorys

  Pisma ks. Ziei
  Relacje
  Artykuły
  Wydarzenia
  Kwartalnik
  Kontakt >>>
  


  


  

Ks. Jan Zieja
Gotowość na przyjęcie Jezusa


"Niech będą przepasane biodra wasze i pochodnie gorejące w rękach waszych. A wy podobni ludziom oczekującym pana swego, który z godów weselnych powróci, aby gdy przyjdzie i zapuka, natychmiast mu otworzyć. Błogosławieni owi słudzy, których pan przyszedłszy, znajdzie czuwających. Zaprawdę, powiadam wam, że się przepasze i każe im usiąść za stołem, a przechodząc będzie im służył... Bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" (Łuk. XII, 35-37, 40).

Pan Jezus z takim upodobaniem głosi przypowieści o godach weselnych, o uczcie wyprawianej, a gdy mówi o Królestwie Bożym - często porównuje je z godami weselnymi. Św. Łukasz w swojej Ewangelii przytacza również tego "pana", który jest na godach weselnych. Pan ten - to oczywiście sam Pan Jezus.

Wolą Jezusa jest, abyśmy pogląd swój na dzieje świata formowali optymistycznie. Cokolwiek by się pod stopami Bożymi na tej ziemi działo, wszystko to zostało przezwyciężone przez Bożą miłość, Bożą dobroć, Bożą wszechmoc.

Bóg jest na godach! Kiedyś, przy końcu świata zostanie ujawnione zwycięstwo Boże - to, że dobro zwyciężyło.

Zło nie istnieje po to, by Bóg przegrywał. Zło będzie spętane, będzie zwyciężone. Bóg nie ma o to lęku, czy Jego sprawa wygra. Bóg nigdy nie przegrywa. Wszystko służy planom Bożym i mocy Bożej. Nawet działania szatańskie, tego, który się ciągle Bogu sprzeciwia. Szatan też nic innego czynić nie może, jak tylko wolę Bożą pełnić. Ta siła szatańska chce ciągle złego i czyni zło, a potem z przerażeniem widzi, że dobro się staje. Najlepszy dowód tego mamy w śmierci Jezusa na Krzyżu. Wtedy to w całej pełni zatriumfowało dobro nad złem: szatan został pokonany, ludzkość odkupiona, cyrograf szatański na nas potargany, do Krzyża przybity, a pozornie wyglądało zupełnie inaczej.

Musimy mieć głębokie przekonanie, że to, co jest rzeczywiście Boskie, co jest z Chrystusem, to nigdy nie przegrywa. "Christus vincit, Christus regnat...!" Ale Królestwo Jezusa nie jest z tego świata, więc i jego zwycięstwa nie są z tego świata i pozornie czasem na porażkę wygląda. Dlatego musi być w nas zawsze optymizm radosny.

Pamiętajmy równocześnie, że sprawy Bożej podeprzeć nie można sposobem nie Bożym, środkami zgniłymi, nie w prawdzie - tym dzieła Bożego nie podeprzemy. Słomką dom Boży podeprzemy, ale ta słomka musi pochodzić od Boga.

Optymizm: Nasz Pan, Jezus Chrystus jest na godach, a oto my, jego słudzy, przyjmujemy tu na ziemi Jego polecenia. Mamy być oczekującymi Pana naszego w chwale, mamy żyć nadzieją oglądania przyszłej chwały, gdy się życie nasze będzie kończyło. Nikt z nas nie powinien mieć lęku przed śmiercią, bo każdy z nas ma przed sobą to spotkanie z Panem naszym, Jezusem Chrystusem. Mamy być zawsze gotowi w oczekiwaniu tego spotkania.
"Witoldzie, budź mnie, budź mnie, abym nie przespał tej cudownej chwili, jaką jest przejście z tego świata ziemskiego w objęcie Chrystusa" - mówił ks. bp. Łoziński.

Oczekiwanie spotkania z Chrystusem trzeba w krew swoją wprowadzić. Przyjdzie pan po nas... - to musi przezwyciężyć w nas ludzkie uczucie lęku przed śmiercią. Spotkanie z Panem Jezusem - to wieczność pełna Boga. Bądźmy więc gotowi, by Mu natychmiast otworzyć, gdy przyjdzie. Wierzę w żywot wieczny - to dla mnie jest najważniejsze.

"Niech będą przepasane biodra wasze i pochodnie gorejące w rękach waszych..." (Łuk. XII, 35). To symbol, ale czego? To ma oznaczać światło wiary ciągle nam towarzyszące i ciągle na co dzień używane - bez przerwy. W mroku zapalamy światło. Dzisiaj ludzkość bardzo odczuwa ten mrok, który ją zewsząd otacza. Strach ogarnia, patrząc na ludzi nie mających wiary, ani nadziei wieczności. Bez Boga wpadają w rozpacz, bezsens życia, przesyt, a w końcu z tego wszystkiego uwalniają się przez samobójstwo. Najwięcej samobójstw można spotkać w krajach bogatych, gdzie niewierzących nuda ogarnia, bo mają już wszystko, a nie mają celu i sensu życia.

Pewien minister chciał koniecznie porozmawiać z katolickim pisarzem: "Jesteśmy na brzegu przepaści, ciemności nas otaczają, a co będzie dalej? Nie wiemy, co ludziom dać. Jak pan z punktu widzenia katolickiego patrzy na świat, na życie? Chcemy się dowiedzieć, bo jesteśmy w rozterce..." - oto czytają swoje "dzieje duszy". Mrok jest naokoło. Chrystus więc wzywa nas, byśmy światłem wiary rozświetlali te mroki sobie i braciom naszym. Na co dzień musimy te pochodnie gorejące mieć w ręku, na wszystko patrzeć w świetle wiary.

Czym jest moje życie w świetle wiary? Pomostem do Boga, z którego wyszedłem. Opuszczę ten świat i wrócę do Ojca. Czym jestem ja, czym są te rzeczy materialne, czym jest śmierć, czym to wszystko w świetle wiary? Wszystko to ma mi pomagać do wypełniania moich obowiązków; nie mogą nie służyć, one mają służyć człowiekowi. Nie mogą być celem, nie mogą przeszkadzać człowiekowi, one tylko mają pomagać człowiekowi. Nie mogą te rzeczy materialne naszych dni zakazić, zgnieść, spętać, a jeśli mi przeszkadzają, trzeba umieć je od siebie odrzucić, jak gnój.

A czym są moi przełożeni, biskup mojej diecezji, proboszcz mojej parafii? Czym oni są w świetle wiary? Z chwilą, gdy się straci widzenie wiary - wszystko sensu nie ma. Cierpienie, które na mnie przyszło, doświadczenie jakieś - czym to jest w świetle wiary? Bez tego przekonania nie możemy tym niewierzącym naszym braciom dać szczerego, jasnego stawiania spraw w świetle wiary. Na wszystko muszę patrzeć w świetle wiary, nie tylko na pewne rzeczy a na inne - po światowemu. Tak na siebie jak i na innych grzeszników mam patrzeć w świetle wiary, bo to jest moje powołanie.

"Niech będą biodra wasze przepasane...". Przez te słowa pan Jezus wzywa do ciągłego zaprowadzania ładu w sobie i w moich stosunkach z Bogiem. Mamy być zawsze gotowi do drogi, do odejścia, a zawsze w ładzie.


1. W nas samych: sprawy mego człowieczeństwa tam, gdzie się schodzi duch mój z ciałem moim. Ciało podlega duchowi, a duch Bogu - to harmonia wewnętrzna. Tak ciało jak i duch otrzymują to, co się im należy. Tu cnoty: wstrzemięźliwość, czystość, roztropność strzegą wewnątrz mego człowieczeństwa.
2. Mój stosunek do Boga: czy w stosunku do Boga jestem w porządku? Czy wszystko oddałam Bogu, co Mu się dotąd ode mnie należało? Jakie są rachunki moje z Panem Bogiem?
3. Sprawy z ludźmi: obowiązki wobec zgromadzenia, domu zakonnego, pracy zawodowej, dzieci, ludzi, tych, którzy do mnie pisują listy, z którymi współpracuję, którym coś obiecałam - czy w tej chwili stosunki moje z nimi są takie, jakie być powinny? Czy nie ma tu jakich zaniedbań, opóźnień, zapomnień?

Musi być we wszystkim ten ład, ażeby, gdy Pan przyjdzie i zakołacze - wszystkie sprawy były w porządku, a następna siła, która przyjdzie po mnie, zastała wszystko w ładzie i mogła spokojnie dalej dzieło prowadzić.

Któż to może o sobie tak powiedzieć? Przedstawmy sobie całe nasze dawniejsze życie: gdzieśmy byli, cośmy robili, jakie ślady zostawiliśmy po sobie, ile zgorszenia daliśmy bliźnim, ile niepokoju zasialiśmy. Jak to wszystko teraz uporządkować? Ile tych opuszczeń, niedbalstw - nawet w ostatnich dniach naszych. Bóg w miłosierdziu swoim dał nam sposób na uporządkowanie tych spraw: bić się w piersi i mówić pokornie: "Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu". Skrucha, żal za to wszystko, co się za nami wlecze, za te śmieci, które za nami idą.

Wobec ludzi my sami nie wszystko możemy uporządkować, ale Pan Bóg, który wszystko może, ma sposoby, by nasze błędy wobec bliźnich naprawić. Łotr na krzyżu nawet bić się w piersi już nie mógł, bo ręce miał przybite, nie mógł zejść, by krzywdy ponaprawiać, ale myśl jego zapragnęła lepszego życia, żal w sercu wywołał miłosierdzie Boże - i usłyszał te słowa: "Zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju" (Łuk. XXIII, 43).

Korzystajmy z rekolekcji, by te sprawy nasze uporządkować, by te biodra nasze przepasać i być gotowi, gdy wejdzie Pan. Kończąc, przytoczę widzenie brata Piotra, dominikanina: "Bracie Piotrze, oto twoje grzechy, a teraz patrz, co z tym zrobię...". Pan Jezus bierze nasze winy w dłonie swoje - ginie to wszystko.

"Synaczkowie moi, nie grzeszcie, a jeśliby ktoś z was zgrzeszył, pamiętajcie, że mamy Pośrednika przed Bogiem, Baranka niewinnego, którego Krew obmywa nas ze wszystkiego i bez skazy" (II J, 1-2). Są takie czyste, przejasne ręce, które to wszystko, co brudne, grzeszne, wstrętne, mogą zamienić w jasność.

Amen.




Ks. Jan Zieja. "Wyszedł siewca, aby zasiać ziarno. Nauki i konferencje wygłoszone u SS. Urszulanek SJK w Pniewach". Cz. III "Nauki rekolekcyjne [wygłoszone] od dnia 29.VII - do 3.VIII.1958 r.". Maszynopis.

Koszalin 2005 |www.zieja.ovh.org | Emilia Rogowska | Webmaster: Przemek