Strona główna
  Życiorys

  Pisma ks. Ziei
  Relacje
  Artykuły
  Wydarzenia
  Kwartalnik
  Kontakt >>>
  


  


  


Ks. Jan Zieja. Dobro i zło w świecie

Adwent, Warszawa 1942

Jesteśmy już pod koniec Adwentu, blisko tej uroczystości Bożego Narodzenia. Ten okres Adwentu w Kościele jest może najgłębszym dla tych, którzy z Kościołem współżyją, bo ten okres najwięcej mówi, najgłębiej budzi w człowieku tęsknoty i okazuje człowiekowi prawdę o nim samym. A ta prawda wygląda nie inaczej, tylko tak, że człowiek każdy jest grzeszny i potrzebuje odkupienia, że ma oczekiwać Zbawiciela, i że tym Zbawicielem jest tylko Bóg. To jest przecież najgłębsze w człowieku każdym, to jest prawda żywa, którą próbujemy nieraz przysłonić, ale jeśli szczerze o sobie myślimy, poczujemy się w wielu rzeczach winni i potrzeba nam Odkupiciela.

Już tyle Adwentów takich przeszło w naszym życiu, i w tej wojnie mija czwarty, i coraz to nowe były w nas spodziewania. Zdawały się coraz bliższe urzeczywistnienia różne nadzieje, a oto ciągle trwamy w oczekiwaniu. A kiedy nadejdzie ziszczenie, któż może powiedzieć? Ostatnie wypadki szczególnie nas dotykają. Tyle żałoby, tyle łez. Jak w tym wszystkim ocalić swego ducha?

Juźeśmy kiedyś o tym mówili, że trzeba zejść do samego dna prawdy, a nie można powiedzieć: "to ich panowanie, to ich czas, nadejdzie nasz, to my im pokażemy". Tak mówić to patrzeć bardzo powierzchownie. Głębia prawdy jest ta - może nieefektowna, ale do dna prawdziwa - że winowajcą naszych nieszczęść osobistych i wszystkich ludzi na ziemi jest grzech. Grzech nasz lub innych. Źródłem wszelkiego zła jest grzech i reakcją zdrową na to wszystko, co się dzieje naokoło nas, jest jak najmocniejsze zwrócenie się ku dobru. Nie to: "My wam pokażemy kiedyś i odpłacimy się tym samym", ale jak najmocniejsze zwrócenie się ku dobru: "Boże, nie daj, aby w nas powstało takie zło, które człowiekiem poniewiera. Nie daj, Boże, żebyśmy się tym zarazili, żebyśmy się tego nauczyli". I kto w Boga wierzy, i pamięta, że nad każdą chwilką naszego życia doczesnego i wiecznego Jest Bóg, jest Istota sprawiedliwa, do której nie zbliży się krzywda, a wejdzie każde dobro - kto to widzi, ten tylko w ten sposób ocali ducha, gdy wzmacniać w sobie będzie dobro, widząc, co czyni i do czego doprowadza zło. Zwłaszcza wzmacniać się powinno miłość prawdy, bo świat, który to zło czyni, jest zakłamany. Jak najwięcej prawdy w obcowaniu z sobą, z otoczeniem, w pracy. Jak najwięcej prawdy - z tego kapitału prawdy, który nagromadzimy, będzie żyło nowe pokolenie. To będzie najpotrzebniejsze i nie daj Boże, abyśmy się dopuszczali zła, abyśmy poszli w ślady tych, na których się oburzamy, bo staniemy się współtwórcami królestwa ciemności, nienawiści i zbrodni. Często nie widzimy, jak się stajemy współwinowajcami tego zła, które szaleje po świecie. Zdrowa reakcja na to wszystko to jest tęsknota za dobrem w sobie i praca nad przenikaniem się wszystkim, co jest dobre.

Prorok Amos powiedział, że będzie na ziemi głód większy niż chleba, głód Boga, prawdy (por. Am 8,11). Trzeba gorąco pragnąć prawdy i obcowanie z Bogiem wzmacniać. Tylko to ochroni nas przed zgubą. Tak nas przeraża zbrodnia, którą człowiek nad człowiekiem wyczynia. Ciężko, zbrodnię trzeba potępić, ale i wglądać w swe sumienie, pomyśleć, co jest większą zbrodnią: gdy człowiek dorosły zabija dorosłego człowieka, obcy obcego, wrogi wrogiego, czy to jest większą zbrodnią, gdy matka zabija w sobie dziecko. Matka - własne dziecko! Tego tak dużo było nie tylko teraz, gdy ciężko, ale i wtedy, gdy było wszystkiego dosyć - w rodzinach, gdzie na wszystko starczało. Gdzie jest ohyda zbrodni większa? Tu wróg - wroga, a tu matka - dziecko! Jest Ktoś, kto to wszystko widzi, sumuje. My nie widzimy jak, ale jest Ktoś, kto bada sumienia, wszystko wiąże. Kiedyś nam się okaże, jaki skutek był tego, że ktoś się modlił i dobrze czynił, a ktoś grzeszył. Jak się to wszystko wiązało, jakie skutki miało - to się kiedyś nam okaże, teraz jest okryte tajemnicą. Chciałoby się ludzi natchnąć duchem, aby zdecydowanie dla swego życia wybrali wierność Bogu w małych i wielkich rzeczach, choćby trzeba było dać życie, wyznać i pokazać ludziom, że tędy jest droga, aby iść do Boga.

Przed tygodniami paroma człowiek jeden bardzo wykształcony powiedział, że owocem tej wojny będzie utrata wiary w człowieka. My, wierzący w Boga, nic zatracimy wiary w człowieka! Wbrew temu, co się dzieje naokoło, my w człowieka widzianego w Bogu wierzymy, tylko będziemy ciągle przypominać mu warunek: że on będzie człowiekiem o tyle, o ile wyznawać będzie szczerze i pokornie swoją zależność od Boga, inaczej mówiąc: bojaźnią Bożą będzie przejęty.

Początkiem mądrości jest bojaźń Boża. I przed nami chrześcijanami jest nadzieja. My ciągle człowieka widzimy w Bogu i możemy mieć nadzieję, i powinniśmy mieć, bo wzbudził ją Chrystus, który powiedział, że królestwo będzie rosło. On, który widzi początek i koniec, pierwszemu człowiekowi dał życie i przyjmie tchnienie od ostatniego, zapewnił nas, że królestwo będzie rosło. Czy śpimy czy nie, to znaczy: czy wiemy czy nie, czy uczeni zapiszą czy nie, królestwo Boże będzie rosło. I my jesteśmy tej wiary i tej nadziei, chodzi o to, abyśmy z całą świadomością do wzrostu tego królestwa się przyczyniali. Im więcej zła naokoło nas, tym większe dobro ma być w nas. Ściślejsza kontrola naszych słów, uczuć, czynów. O to będziemy z sobą walczyć.


Ks. Jan Zieja. W UBÓSTWIE I W MIŁOŚCI. WYBÓR KAZAŃ. Wybór i opracowanie: Dorota Giebułtowicz. Redaktor naukowy: ksiądz Waldemar Wojdecki. Wydawnictwo LUMEN. Leszno k/Błonia 1997

Koszalin 2005 | www.zieja.ovh.org| Emilia Rogowska | Webmaster: Przemek