Strona główna
  Życiorys

  Pisma ks. Ziei
  Relacje
  Artykuły
  Wydarzenia
  Kwartalnik
  Kontakt >>>
  


  


  


Ks. Jan Zieja. O nadziei

Trzecia niedziela po Wielkanocy, Warszawa [z lat 1942-44]

Mówił Jezus o sobie: "Maluczko, a już mnie nie ujrzycie, i znowu maluczko, a ujrzycie mnie, bo idę do Ojca" (J 16,16). Piotr apostoł woła do nas: "Bracia, proszę was jako przechodniów i gości..." (1 P 2,11). Przechodnie jesteście. Przechodnie... Idziecie ku wieczności.

Jeżeli te perspektywy tracimy z oczu, zapominamy o wieczności, to wszystko plącze się nam w życiu: nieznośne stają się cierpienia, przeraża nas śmierć.

Tacy byli właśnie uczniowie Jezusa. Nie rozumieli Go. Toć im mówił, że będzie cierpiał, że zmartwychwstanie potem. I właśnie ostatniego dnia przed męką z nimi rozmawiał, a oni nic nie rozumieli mowy Jego. A mówił im: "Trzeciego dnia zmartwychwstanę" (por. Mt 16,22). A oni nic z tego nie rozumieli... Maluczko, a nie ujrzycie mnie, i znowu maluczko, a ujrzycie mnie... Nie rozumieli: "nie wiemy, co powiada" (J 16,18) - mówili.

Dlaczego nie wiedzieli, co powiada? Bo oni całą sprawę Chrystusową widzieli w doczesności, na tym skrawku ziemi, który się nazywał ich ojczyzną, w ich latach, w ich czasie, za ich życia. Tu się ma wszystko zmieścić, tu się ma wszystko wyjaśnić. Cała wielkość Boża ma wejść w ich czas, ma się pomieścić w ich ograniczeniu. Inaczej nie rozumieją.

I my tak myślimy o cierpieniach naszych, o odejściu ludzi bliskich nam: tacy byli młodzi, tacy mili, drodzy naszemu sercu. Nie ma ich, odeszli. Dlaczego? Nie rozumiemy...

Bracia drodzy, trzeba, żeby nasze oczy przyzwyczaiły się otwierać na rzeczy wieczne, abyśmy zrozumieli, że Bóg, który jest życiem, to prawdziwe życie, to samo życie. Dlaczego mówimy, gdy ktoś z naszych najbliższych umrze: straciła męża, syna czy córkę. Dlaczego tak nie po chrześcijańsku mówimy? Dlaczego nie tak, jak ci pierwsi chrześcijanie, którzy z całą powagą do tego odejścia do Boga podchodzili: "Usnął w Panu - mawiali - żyje w wieczności, w Bogu, po tamtej stronie, na tamtym brzegu". Dlaczego nie mówimy tak, jak oni, z taką jasnością, z tym zrozumieniem życia? Tak mówić: "tracimy syna" czy "tracimy córkę" możemy tylko wtedy, gdy ten syn czy ta córka żyje w grzechu, w hańbie, w poniewierce moralnej, choćby osoba ta była codziennie z nami, choćbyśmy widzieli jej twarz - wtedy ta osoba byłaby stracona. Ale gdy Bóg w kimś zapali pełnię życia w wieczności, do siebie go zbliży - tam nie ma śmierci, a Jest prawdziwe życie, które z wieczności wyszło i wraca w wieczność.

Obchodzimy uroczystości wielkanocne. Ciągle z radością wspominamy, jak wróg nie mógł zamknąć bram życia, jak Ten, który poniósł śmierć, grobu nie naruszył i wyszedł z grobu - wołamy: Alleluja, Alleluja! Przyrzeknijmy, że spróbujemy całym sercem naprawdę uwierzyć temu, a będzie, jak Chrystus powiedział: "Rozradują się serca wasze, a radości tej nikt wam nie odbierze" (J 16,22).

Wiara otwarta, męska wiara, daje nam radość, której nam nikt nie odbierze - ani czyjaś, ani nasza śmierć. Tylko trzeba, żeby w tym życiu naszym doczesnym, krótkim, tym zaczęciu naszego życia wiecznego, żeby tu jak gdyby w zarodku było jak najwięcej tego, co jest prawdą Bożą, prawdą Chrystusową. Aby w nas się spełniła tajemnica życia Chrystusa, Jego śmierci chwalebnej i jeszcze chwalebniejszego wniebowstąpienia.

Chrystus cierpiał - nie bójmy się cierpieć z Chrystusem, to zapewni nam zmartwychwstanie chwalebne z Chrystusem. Ale bójmy się weselić i radować bez Chrystusa, poza Chrystusem, bójmy się żyć poza Chrystusem. Ale w Chrystusie - nie lękajmy się ani żyć, ani cierpieć, ani umierać. Co Chrystusa jest - nie zginie, choćby było zabite, do grobu złożone. Zmartwychwstaniemy i radości naszej nikt nam nie odbierze!


Ks. Jan Zieja. W DUCHU I W PRAWDZIE. WYBÓR KAZAŃ. Wybór i opracowanie: Dorota Giebułtowicz. Redaktor naukowy: ksiądz Waldemar Wojdecki. Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej. Warszawa 1997

Koszalin 2005 |www.zieja.ovh.org| Emilia Rogowska | Webmaster: Przemek